To były czasy, gdy matematyka wydawała się być prosta i zrozumiała, nawet dla dziewczyn. Porządek świata był równoważny z porządkiem lekcji, zielonej tablicy, zeszytów i tego, komu lepiej wyrosła fasolka na lekcję biologii.
Za oknami toczył się świat, który za kilka lat miał się wydać tym, z którego piszę teraz, aby przypomnieć sobie, to co wtedy się tam działo.
Za oknami toczył się świat, który za kilka lat miał się wydać tym, z którego piszę teraz, aby przypomnieć sobie, to co wtedy się tam działo.
Siedzimy. Żeby było Ci łatwiej pomyśleć jak siedzimy, gdzie i dlaczego, wyobraźmy sobie, że jest rok 1998, gdzieś tak. Jesteśmy w toku roku szkolnego, jest, zdaje się nie tak już daleko do wakacji, bo czuję miłe ciepło. Ale widzę, że trochę jednak siedzimy w bluzach. Weź pod uwagę, że mieszkamy w mieście, które jest usytuowane tuż przed Karkonoszami, to jedno z najzimniejszych miasteczek w Polsce, bowiem znajduje się w Kotlinie, przy granicy polsko-czeskiej i bardzo niedaleko niemieckiej. Wszystko zatem tutaj się miesza i każda myśl jest pomieszana. Siedzimy w klasie z głowami pełnymi Polaków, bylejakich Czechów i freakowatych Niemców, którzy przyjeżdżają do nas patrzeć na swoje dawne mieszkania. My, w tej klasie mamy dopiero po 14 lat, ale już wiemy co oznacza to całe szaleństwo, które za 15 lat dopierdoli się wszystkim do głów i z różnych powodów, mało kto będzie wiedział, kim tak naprawdę jest. My, jak na razie wiemy. Potem dopiero.
Nie, tutaj jest bardzo spokojnie. Jest ciepło, ale nie za gorąco i jest lekcja matematyki z naszą wychowawczynią, która była jednak trochę wariatką, bo obrażała się na ludzi, którzy nie odrabiali zadań domowych. Najlepsze było to, że to jej obrażanie było obrażaniem się niedoroslego. Czyli - jak nie zrobiłeś zadania, to ona się do Ciebie nie odzywała i traktowała zupełnie jak powietrze. Miała rude, farbowane włosy i sukienki uszyte na szydełku.
Tak, rzeczywiście to musiało być blisko wakacji, bo mamy geometrię. Wtedy Magda bardzo lubiła matematykę i nawet rozumiała (potem jakoś wszystko się popieprzy), chociaż wolała bardziej algebrę. Jej koleżanka z ławki, Joaśka, geometrię uwielbiała, wtedy jej się w głowie zasiedziała myśl, że bardzo chciałaby zostać architektem. Nie została, za to dzisiaj buduje fajne meble.
Siedziały już siódmy rok w tej samej ławce z przerwami na obrażanie się Joaśki albo - jej chęć odpoczęcia od trochę melancholijnej i czasem zbyt poważnej jak na swój wiek Magdy. Ale rozłąka nigdy nie trwała zbyt długo - tak ze 3-4 dni, chociaż dla Magdy było bardzo dużym stresem.
Gdy Joaśka się wściekała na Magdę - za jej jakieś kolejne poważne humory - albo co gorsza - przytyki - udawała, że się nie znają i szła do innej koleżanki. Najlepiej do takiej, co doceni i będzie umiała Joaśkę pochwalić, bo Magda po prostu nie miała potrzeby podziwiania.
To też jej zostało już na zawsze. Podziwiała sama siebie i otaczający ja świat, a nie tam Joaśkę, z którą spędzała całe dnie i która była jednym z najważniejszych momentów jej codzienności. Mieszkały niedaleko od siebie i rozpoczynały poranek razem. Kończyły dzień też razem. To straszne i dziwne zarazem mieć w tym wieku dziewczynę, a nawet jakby - żonę, z którą dzieli się całą codzienność. Po szkole szły zależy gdzie tam im się chciało. Na przykład do babci Magdy - wtedy był dobry obiad. Posiedziały tam trochę, pobujały się na fotelu. Mogły iść do babci Joaśki - tam zawsze były słodycze. Mogły iść do domu Joaśki, gdzie musiały sobie coś same ugotować - bo mama Joaśki pracowała dużo, a taty nie było, albo do domu Magdy, gdzie wymyślały takie wariactwa, że to w głowie się nie mieści, że takie rzeczy siedziały w głowach 14-latkom. Od tej codzienności zatem musiał być jakiś odpoczynek, no bo ile można spędzać czasu z żoną. Więc Joaśka lubiła sobie na kilka dni Magdę zostawić. To był okropny czas dla wszystkich wtedy, dla dwóch współmałżonków, ale tak musiało to już być.
To też jej zostało już na zawsze. Podziwiała sama siebie i otaczający ja świat, a nie tam Joaśkę, z którą spędzała całe dnie i która była jednym z najważniejszych momentów jej codzienności. Mieszkały niedaleko od siebie i rozpoczynały poranek razem. Kończyły dzień też razem. To straszne i dziwne zarazem mieć w tym wieku dziewczynę, a nawet jakby - żonę, z którą dzieli się całą codzienność. Po szkole szły zależy gdzie tam im się chciało. Na przykład do babci Magdy - wtedy był dobry obiad. Posiedziały tam trochę, pobujały się na fotelu. Mogły iść do babci Joaśki - tam zawsze były słodycze. Mogły iść do domu Joaśki, gdzie musiały sobie coś same ugotować - bo mama Joaśki pracowała dużo, a taty nie było, albo do domu Magdy, gdzie wymyślały takie wariactwa, że to w głowie się nie mieści, że takie rzeczy siedziały w głowach 14-latkom. Od tej codzienności zatem musiał być jakiś odpoczynek, no bo ile można spędzać czasu z żoną. Więc Joaśka lubiła sobie na kilka dni Magdę zostawić. To był okropny czas dla wszystkich wtedy, dla dwóch współmałżonków, ale tak musiało to już być.
Na początku Magdę to prawdziwie przerażało - czasowe odejścia, bo myślała, że to już na zawsze i że Joaśka znalazła sobie nowa żonę. Szła na kilka dni wtedy, gdy przyjeżdżał jej ojciec, który przywoził jej drogie prezenty - buty, ciuchy i słodycze i tyle go Joaśka widziała. Magdę to nie za bardzo interesowało, a Joaśka potrzebowała jednak czasami, aby ktoś ją docenił za to, że ma markowe buty, a nie te kupione na targowisku, albo, że ma ładny, różowy sweter z jakiejś dziwnej wełny. Wtedy przylatywała do jakichś koleżanek, które w środowisku szkolnych ważniaków miały niby jakieś znaczenie. Popalały papierosy na przerwach i jak na nie spojrzało się, to się pytały, czy ci nie wpierdolić. Raz nawet Magdzie się zdarzyła taka sytuacja.
- Wpierdolić Ci?
- Nie. - Boi się trochę, ale przecież nie może uciec.
- To co się gapisz, szmato ? - Udaje, że nie słyszy tego ostatniego, bo przecież nie jest taka.
- Bo mogę - W dwie sekundy podjęła decyzję, że to powie, musiała, do kurwy nędzy. No i tak to się skończyło, że się umówiły po lekcjach. Tylko jak, ona, kurwa, ma się bić z jakąś chudą, dwa razy wyższą kretynką z pustą czaszką? Ten strach powodował, że brzydkie słowa i wyzwiska same przychodziły. Byłoby wstyd przegrać z takim patałachem, ale Magda wiedziała, że nie ma żadnych szans, bo poza biciem się z o siedem lat młodszym bratem, no to nie miała do czynienia z bijatykami. I się umówiła na bicie. I poszła na długiej przerwie. Z Mateuszem. Dwa razy większym od debilki a do tego mądrzejszym, może nawet od Magdy w niektórych dziedzinach. Mieli sztamę, bo jak siedzieli razem w ławce (za karę), to obiecała, że nie powie nikomu, że nabierał na ekierkę kozy z nosa i żarł z apetytem. Bez problemu więc zgodził się pójść z Magdą i w zastępstwie za nią postraszyć debilkę. Poszli. Oczywiście nie kiwnął nawet palcem, tylko pytał, czy chce się z nim bić, bo ze słabszym to tak nie wypada. I już nigdy więcej Magda nie dostała propozycji bicia, a mogła się patrzyć na debilki, ile chciała i żadna nie zapytała nigdy dlaczego się tak, kurwa, patrzy.
- Bo mogę - W dwie sekundy podjęła decyzję, że to powie, musiała, do kurwy nędzy. No i tak to się skończyło, że się umówiły po lekcjach. Tylko jak, ona, kurwa, ma się bić z jakąś chudą, dwa razy wyższą kretynką z pustą czaszką? Ten strach powodował, że brzydkie słowa i wyzwiska same przychodziły. Byłoby wstyd przegrać z takim patałachem, ale Magda wiedziała, że nie ma żadnych szans, bo poza biciem się z o siedem lat młodszym bratem, no to nie miała do czynienia z bijatykami. I się umówiła na bicie. I poszła na długiej przerwie. Z Mateuszem. Dwa razy większym od debilki a do tego mądrzejszym, może nawet od Magdy w niektórych dziedzinach. Mieli sztamę, bo jak siedzieli razem w ławce (za karę), to obiecała, że nie powie nikomu, że nabierał na ekierkę kozy z nosa i żarł z apetytem. Bez problemu więc zgodził się pójść z Magdą i w zastępstwie za nią postraszyć debilkę. Poszli. Oczywiście nie kiwnął nawet palcem, tylko pytał, czy chce się z nim bić, bo ze słabszym to tak nie wypada. I już nigdy więcej Magda nie dostała propozycji bicia, a mogła się patrzyć na debilki, ile chciała i żadna nie zapytała nigdy dlaczego się tak, kurwa, patrzy.
Ale to był akurat czas, gdy Joaśka chciała bardzo być w małżeństwie z Magdaleną, pełna zgoda i miłość. Robili zadania z książki - każdy osobno, a też dzieciaki podchodziły i pisały zadania na tablicy. Wielkie, rozklekotane narzędzia geometryczne, drewniane ekierki, cyrkle, do których wkładało się kredę, wygryzione, długaśne linijki. Każdy podchodził i rysował to, co miał do narysowania. Magda i Joaśka lubiły zabawiać się w snobki - tzn. takie, które wyprzedzają wszystkich z robieniem tych zadań. Siedziały w drugiej ławce, a dołączył do nich jeszcze Piotrek. To w ogóle było dziwne zjawisko. Obiecałam sobie, że nie bede wspominała o dalekiej przyszłości moich bohaterów, ale żeby naświetlić trochę Piotrka, to trzeba powiedzieć, że dzisiaj jest chemikiem naukowcem. Czy miał wtedy zadatki - miał - zbuntowany umysł i starszego brata, który był dwie klasy wyżej. Jako jeden z nielicznych przypadków - tutaj ten młodszy był mądrzejszy. Piotrek był niezwykłym chłopakiem. Wszyscy - nauczyciele i uczniowie, każdego dnia mieli go dosyć. Średniego wzrostu, niebieskooki blondyn. Nie interesowały się nim żadne dziewczyny, bo - rzecz jasna - nie wiadomo było, co mu odpierdoli. Wiadomo było, że donasza te bluzy po bracie, ale wtedy to nie był żaden powód do wypominania tego. Fizycznie byli bardzo podobni i tylko fizycznie. Piotrek nauczył Magdę buntowania się i niebania chodzenia pod prąd, nawet jeśli to nie pasowało samemu chodzącemu pod prąd. Pokazał, że jest to zajebiste uczucie patrzeć, gdy inni mijają cię, a ty patrzysz, że idziecie inaczej. Przyjemnie się razem z Piotrkiem chodziło w drugą stronę. A do tego, jak na chłopaka w tym wieku, miał genialne poczucie humoru i niebywałą dojrzałość, związaną z odczuwaniem uczuć innych ludzi.
Siedzą zatem na tej matematyce we trójkę - Magda i Joaśka w drugiej ławce, Piotrek w pierwszej, tuż za biurkiem wychowawczyni - jak zwykle sam, bo nikt z nim nie wytrzymuje i z nikim nie może dzielić szkolnej ławki. Ścigają się z zadaniami podśmiechując trochę z głąbów przy tablicy, którzy nie potrafią rozwiązywać. Piotr co chwilę odwraca się i rozprasza, aby dziewczyny przegrały. One, już przyzwyczajone do przegranej. Ale - tutaj jest jeszcze coś. To są czternastolatkowie. W tych młodych głowach buzują emocje, młodość i młodociany seks, wspomagany ręką. Piotrek jest kolegą Magdy i Asi i niby nie ma to nic wspólnego z tymi nastoletnimi wariactwami. Co chwilę odwraca się i pyta - czy zrobiłyście ? W pewnej chwili dzieje się właśnie TO. Piotrek bardzo chciał spróbować zrobić to po raz pierwszy. Kładzie więc rękę pod ławką, na kolanie Magdy. Za chwilę rozlegnie się jego przeraźliwy wrzask. Ręką teraz już wymachuje, a w dłoni stoi wbity przez koleżankę cyrkiel. Zbliżają się wakacje. Trwa lekcja matematyki, geometria.