wtorek, 25 października 2016

Wieczór.

Wieczór się zbliża. Zaraz przyjdą. 
- Gdzie byłaś ? 
- Chodziłam tu i tam. - Odpowiada.
W sumie, to powinnam spytać o szczegóły, ale nie muszę, bo jeszcze - na razie - mam przekonanie, że nie muszę tych szczegółów znać. Wszystko, co miałam wiedzieć, już mi powiedziała. 
Na blacie kuchennym, na talerzu leży obiad, którego nie zjadła przed wyjściem, bo oczywiście zapomniała albo nie miała czasu na jedzenie. 
- Podgrzeję ci. 
- Zjem zimne. - I zabiera, zanim zdążę cokolwiek powiedzieć - Nie przeszkadza mi zimne. 
No to co ja mam powiedzieć. 
Idzie do tej części małego pokoju, która może służyć też za salon i można tam jeść. 
Czuję zapach nastoletniego biegania i łażenia po różnych miejscach. Zdjęła słuchawki z uszu, ale nie wyłączyła muzyki. Słychać, jak grają i drą pyski. Znam ich. 
- Co ci tam leci ? - Pytam. 
- Iron Maiden. 
- Lubisz ? 
- Bardzo. 
- To dobrze. Ja też lubię. - Chcę się podlizać. 
Wyciąga słuchawki z telefonu i teraz to leci na cały głos. 
- Mama, kup mi jakąś pomadkę, bo mi usta pękają. Tylko bezbrawną. 
- Mam, zaraz Ci dam. - Idę do łazienki i wyciągam z lnianej czarnej torby. Szukam po omacku, bo nie chce mi się zapalać światła w łazience. - Nie oblizuj ust na wietrze - mówię trochę prowokacyjnie, ale zwyczajnym tonem. Ona tego nie zauważa i mówi: 
- Dobra. 
- Lubisz muzykę rockową ? - Pytam po raz setny w tym sezonie, znów by się podlizać. 
- Przecież wiesz. 
- Ale nie będziesz się tak głupio ubierała i brała tego wszystkiego na poważnie ? 
- Nie. - I tylko tyle, ale to mi wystarczy. 
Cisza. Zamyślamy się obydwie. 
- Bo wiesz, mamo, są metale i plastiki. 
- Tak ? - Niepokoi mnie ten podział. 
- No. 
- A ty, kim jesteś ? - Pytam, zaciekawiona, jak z tego wybrnie. 
- Nikim z nich. Jestem Ania. 
Zabrzmiało jak słowa sześciolatki. Ania jest 2 razy starsza. 
- Te dziewczyny metalowe takie pomalowane. - Wspominam. 
- No. Plastiki też. One wszystkie myślą, że są brzydkie, przed każdym wyjściem z domu szykują się przez dwie godziny. 
- A ty ? - Pytam znów. 
- Nie moja stylówa. Szkoda mi na to czasu. 
- Ale to chyba nie koleżanki w twoim wieku już się malują i stroją? - O naiwności !!!
- One. Już zaczęły. 
Po głowie chodzi mi myśl - z kim rozmawiam, ile ten człowiek ma lat, że tylko 13 i że mam szczęście być jego matką. 
- Ja się nie maluję i nie będę nigdy. Niepotrzebne to. Wystarczy mi, że jestem mądra. 
- Skąd to wiesz? 
- Od was wszystkich. Najbardziej to od Adama. 
- Dziadka. - Koryguję. 
- Adama. - Stawia na swoim. 
W myślach triumfuję i patrzę na moje płytki paznokciowe, pomalowane na różowo. Nie malowałam dzisiaj rzęs więc spokojnie przecieram zmęczone oko. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz